Testy… które nie testują i śmierć z powodu „koronawirusa”


Niewiarygodne testy

Bardzo ważną kwestią jest wiarygodność – a właściwie jej brak – testów do stwierdzania obecności koronawirusa. Tak o nich mówiCOVID

          Niespecyficzny, medycznie bezużyteczny, ale wywołujący strach. Ze względu na ogromne znaczenie zjawiska COVID-19 należy zwrócić szczególna uwagę na test PCR SARS-CoV-2 jedyny dostępny instrument, by dokonać pomiaru wirusa i by w ogóle móc mówić o jego nowym rozprzestrzeniania się.
W mojej ocenie tego, nic się nie zmieniło od końca lutego: bez testu PCR dla wirusów SARS-CoV-2, przygotowanego przez niemieckich naukowców, nie zauważylibyśmy jakiejkolwiek koronawirusowej „epidemii” ani „pandemii”.
          Po tym jak zaleciła go WHO (nie w celu wykrycia choroby), przeprowadzono testy w całym kraju i pojęto próbę znalezienia fragmentów wirusów SARS. Jedno ze źródeł w Chinach, którego prof. Christian Drosten, jeden z twórców testu PCR, nie chciał wymienić w wywiadzie dla niemieckiego radia, potwierdziło wirusologowi, że stosując ten test, znaleziono poszukiwany fragment SARS w wirusie Wuhan-SARS.
          Moja ocena niezatwierdzonego urzędowo i niedopuszczonego do celów medycznych testu, który jest teraz używany do wykrywania „przypadków” na całym świecie, brzmi: jak test, którego wynik okazuje się pozytywny dla wielu różnych, zmieniających i rozprzestrzeniających się na całym świecie od wielu lat wirusów SARS nietoperzy, psów, tygrysów, lwów, kotów domowych i ludzi może być uznany za właściwy dla potwierdzenia wykrycia istniejącego rzekomo zaledwie od kilku miesięcy wirusa SARS-CoV-2?
          Jest to najwyraźniej czuły test, który daje zbyt wiele pozytywnych wyników, a zatem może również wykryć wiele patogenów podobnych do tych, które podlegały rekombinacji w sposób naturalny. To nie zaprzecza jednak temu, że może również wykryć wirusa z Wuhan.
          Test wykrywa oczywiście także wcześniejsze warianty wirusów SARS, które ciągle się modyfikują, mogą szybko zmieniają gospodarzy i nie można ich znaleźć w bazach danych wirusologów. Te jednak nie były i nie są oczywiście postrzegane, jako wyjątkowo niebezpieczne.
          Skąd więc wiemy, że rozbieżność między wieloma nieszkodliwymi infekcjami a kilkoma bardziej poważnymi przebiegami chorób nie wynika z faktu, ze przy zastosowaniu tego testu w tym samym stopniu są wykrywane jej różne warianty? Zwłaszcza, że daje on pozytywny wynik nawet w przypadku wariantów zwierzęcych!
          Niewiele mówiący pozytywny wynik testu wywołuje jednak w każdym przypadku strach oraz powoduje natychmiast i w sposób przewidywalny odpowiednie zachowanie rzekomo zarażonych osób i ludzi, którzy reprezentują władzę. Ogólno-krajowe testy, fiksacja na stanowiskach z respiratorami, opustoszałe kliniki w oczekiwaniu na ogłoszoną powódź ofiar COVID-19 i ćwiczenia selekcji chorych wywołały panikę, a tym samym umożliwiły wymuszenie posłuszeństwa mocno zastraszonej ludności.

Nasuwa się pytanie, ile osób musiało niepotrzebnie przebywać na kwarantannie, choć w rzeczywistości nie miało koronawirusa? Zwykły radar do mierzenia prędkości musi mieć odpowiedni certyfikat, że mierzy ją prawidłowo, bo jedynie wtedy można zgodnie z prawem ukarać kierowcą mandatem. Na tej samej zasadzie test na koronawirusa musi mieć walidację, czyli musi być dokładnie sprawdzony naukowo, co tak naprawdę mierzy i z jaką dokładnością.

Ta kwestia z pewnością domaga się śledztwa i pozwów od poszkodowanych osób. Jeśli ktoś jest pozbawiany możliwości wychodzenia z domu przez 14 dni, to musi to być rzetelnie, naukowo uzasadnione.

Śmierć z powodu koronawirusa czy z koronawirusem?

Kolejny przekręt statystyczny dotyczący „pandemii” koronawirusa to nie rozróżnianie między śmiercią z powodu koronawirusa od śmierci, gdzie wirus był jedynie obecny, ale nie stanowił przyczyny zgonu.

Przykładowo we Włoszech, których tak polscy politycy rzekomo się wystraszyli, nie wiadomo dlaczego bezmyślnie zakładając, że u nas będzie tak samo (może Polska to takie Włochy w pigułce?), po weryfikacji kart zgonów okazało się, że po ponownym oszacowaniu przez Narodowy Instytut Zdrowia tylko w przypadku 12% kart zgonów wykazano bezpośredni związek przyczynowy z koronawirusem, podczas gdy 88% zmarłych pacjentów miała przynajmniej jedna lub więcej współistniejacych chorób.

Ponadto we Włoszech, Hiszpanii i USA, a więc w krajach, które podaje się jako najbardziej dotknięte „epidemia”, dochodziło już wcześniej do kolapsu szpitali, jak na przykład w sezonie grypowym w latach 2017/2018, ale media światowe tym się wówczas nie interesowały.

 

 

Źródło: "Fałszywa pandemia - Krytyka naukowców i lekarzy"

 

 

 

Facebook Comments